Reverie kontra Scrivener, okiem twórcy Reverie


Dlaczego Reverie zamiast Scrivenera? Zadałbym inne pytanie.


Ludzie wciąż pytają mnie, dlaczego mieliby wybrać Reverie zamiast Scrivenera. Rozumiem, skąd taki kształt pytania, i powiem od razu, że to ja tworzę Reverie, więc nie jestem bezstronny. Ale uważam, że to złe pytanie. Właściwe jest mniejsze i bardziej przydatne: które z nich jest odpowiednie dla Ciebie? Nie dla pisarzy w ogóle, nie w punktacji funkcja po funkcji. Dla Ciebie i dla tego, jak naprawdę pracujesz.

Takie więc porównanie zamierzam napisać. Zaczyna się od ustępstwa.

Tam, gdzie Scrivener po prostu wygrywa

Scrivener kosztuje 59,99 USD / 59,99 GBP / 69,99 EUR, płatne raz, i dla pewnego rodzaju projektów nie ma sobie równych. Segregator pomieści wszystko: maszynopis, notatki o postaciach i materiały źródłowe obok nich, pliki PDF, obrazy i zapisane strony internetowe w tym samym oknie co szkic. Compile, jego system eksportu, potrafi wyprodukować właściwie każdy format, o jaki kiedykolwiek poprosił wydawca, uczelnia czy platforma do samodzielnej publikacji — gdy już się z nim zaprzyjaźnisz.

Jeśli piszesz rozprawę doktorską, biografię z dwustoma źródłami, dokumentację techniczną albo jakąkolwiek bogatą w strukturę literaturę faktu, w której materiały muszą żyć obok tekstu, kup Scrivenera. Mówię to bez mrugnięcia okiem. To projekt, do którego go zbudowano, a Reverie nie próbuje być takim narzędziem.

I co do pytania, które wszyscy teraz zadają: Scrivener nie zawiera żadnej AI. Literature & Latte powiedzieli to wprost, żadnej sztucznej inteligencji i żadnego pobierania danych, a ich publiczne wypowiedzi na ten temat były przemyślane, nie koniunkturalne. Subskrypcji też nie ma. W branży pędzącej ku miesięcznym opłatom i doczepianej AI utrzymali linię w obu sprawach i szanuję ich za to.

Dwa końce spektrum

Na drugim końcu siedzi pisarz odkrywca, a tego znam od środka. Żadnego konspektu, żadnych folderów, żadnych kart streszczeń, bo nie ma jeszcze czego na karcie umieścić. Historia pojawia się na stronie albo nie pojawia się wcale. Jestem takim pisarzem i to tutaj nasze drogi ze Scrivenerem się rozeszły. Otwierałem go, widziałem pusty segregator czekający na uporządkowanie i czułem, że sesja się kończy, zanim się zaczęła. Struktura, którą kazano mi zbudować, jeszcze nie istniała. Pisanie miało być sposobem na to, by się dowiedzieć, czym ona jest.

Reverie zbudowano dla tego pisarza. Otwierasz je i jest strona. Piszesz. Struktura jak za dotknięciem różdżki pojawia się później, odczytana ze szkicu, który stworzyłeś, a za chwilę dojdę do tego jak.

Ale większość powieściopisarzy nie mieszka na żadnym z tych krańców. Planujesz, trochę. Strona notatek, lista scen, kształt trzymany luźno w głowie. Nie budujesz bazy materiałów źródłowych, ale też nie lecisz całkiem na ślepo. Jeśli to Ty, wybór jest naprawdę otwarty i sprowadza się do pytania, które moim zdaniem zbyt rzadko pada.

Gdzie powinien mieszkać Twój konspekt?

Najpierw różnica mechaniczna. W Scrivenerze scena to dokument. Tworzysz go w segregatorze, nadajesz mu tytuł, może wypełniasz kartę streszczenia, a Twój maszynopis to suma tworzących go dokumentów. Gdy Twój plan jest realnym przedmiotem, czymś, co tasujesz, oznaczasz kolorami i na co patrzysz z dystansu na korkowej tablicy, to dokładnie to, co trzeba.

W Reverie scena to znak, który wpisujesz. Trzy gwiazdki w osobnym wierszu, ta sama przerwa między scenami, jaką maszynopisy noszą od stulecia, i piszesz dalej.

Ta drobna różnica przesądza wiele w kwestii planowania. Powiedzmy, że znasz cztery kolejne sceny. W Scrivenerze naszkicowanie ich oznacza tworzenie rzeczy: nowy dokument dla każdej, tytuł, może streszczenie, potem powrót na korkową tablicę, by zobaczyć kształt. Żaden z tych kroków nie jest trudny. Ale każdy to mała wycieczka z dala od prozy, kawałek interfejsu między Tobą a kolejną myślą.

W Reverie ten sam szkic to pisanie. Trzy gwiazdki, wiersz o pierwszej scenie. Trzy gwiazdki, wiersz o drugiej. Po dziesięć sekund na każdą, dłonie nie schodzą z klawiszy. Naciśnięcie klawisza otwiera panel boczny i masz tam swój szkielet: sceny, które napisałeś, i te, które sobie obiecałeś, każda opisana swoim pierwszym wierszem. Lista też przesuwa rzeczy. Przeciągnij scenę w nowe miejsce, a słowa naprawdę się przeniosą, cały fragment uniesiony i odłożony tam, gdzie go upuściłeś, ze spojeniami załatwionymi za Ciebie. Docierając do każdej notatki, piszesz pod nią scenę i kasujesz notatkę. Plan rozpływa się w książce.

Pytanie nie brzmi więc, ile planujesz. Brzmi: czym Twój konspekt ma być. Jeśli ma być kartami na korkowej tablicy, przedmiotem, którym zarządzasz, Scrivener robi to znakomicie, a Reverie nie robi tego wcale. Jeśli to naprawdę lista tego, co dzieje się dalej, to wpisanie jej wprost do szkicu jest szybsze niż jakikolwiek interfejs do planowania, właśnie dlatego, że żadnego nie ma. Przy wielu rodzajach planowania interfejs nigdy nie był tą pomocą, na jaką wyglądał. Był tylko zawadą.

Tylko Ty wiesz, po której stronie tej linii leży Twoje planowanie. Szczerze radziłbym przekonać się o tym, próbując: weź książkę, nad którą pracujesz, i naszkicuj jej kilka kolejnych scen sposobem Reverie. Kosztuje to minutę.

Drugi powód, by spróbować

Wszystko powyżej dotyczy struktury, a struktura to może jedna dziesiąta pisarskiego życia. Pozostałe dziewięć dziesiątych to część, której nikt nie wstawia do tabel porównawczych: faktyczne siadanie do pracy i trwanie w niej.

To właśnie po to istnieje Reverie. Strona jest ciepła, a nie kliniczna, i odpowiada na sam akt pisania, cicho, w sposób pomyślany tak, by trzymać Cię w toku, a nie wyciągać Cię z niego, byś podziwiał oprogramowanie. Edytor Scrivenera, gdy go używałem, był w porządku. Zbudowałem Reverie, bo nie chciałem „w porządku”. Chciałem strony, na którą będę czekał z niecierpliwością, bo to wyczekiwanie strony jest tym, co doprowadza książkę do końca.

Tego nie ocenisz z wpisu na blogu, ani mojego, ani niczyjego. Wersja próbna jest bezpłatna przez piętnaście dni, a to wystarczy, by wiedzieć.

Czego Reverie nie robi

Reverie nie ma segregatorów na materiały, korkowych tablic, kart streszczeń ani arkuszy postaci. Nie ma też synchronizacji w chmurze, co jest świadomym wyborem: Twój maszynopis nigdy nie opuszcza Twojego komputera, w zwykłych plikach Markdown, które otworzysz w czymkolwiek. Reverie utrzyma całą powieść w rozdziałach i scenach, pozwoli zmienić kolejność każdego z nich przeciągnięciem, a na koniec wyeksportuje maszynopis gotowy do wysłania w standardowym formacie, w Wordzie albo w PDF-ie. Jeśli brakujące elementy to akurat te, których potrzebuje Twój projekt, masz już odpowiedź i jest nią Scrivener.

Obie aplikacje to jednorazowy zakup. Żadna nie ma subskrypcji. Żadna nie ma AI. Wartości są nadzwyczaj bliskie jak na dwa produkty z tej samej kategorii i właśnie dlatego decydujący głos należy do Ciebie, a nie do któregokolwiek z nas. Jeśli Twoja książka ma przy sobie bibliotekę materiałów, wiesz, dokąd iść. Dla wszystkich pozostałych: otwórz Reverie, wpisz trzy gwiazdki i wiersz o scenie, którą nosisz w głowie cały dzień, i zobacz, o której aplikacji wciąż myślisz w przyszłym tygodniu.

Mark